naród,  polityka,  prawa człowieka,  prawo naturalne,  ważne

Ciszej nad tą trumną

Hieny w ciszy. Jak żerujemy na cudzym bólu, żeby nie myśleć.

Nie dlatego krzyczymy nad cudzą trumną, że tak bardzo boli. Krzyczymy, bo cisza zmusza do myślenia, a myślenie do odpowiedzialności. Emocjonalny zgiełk jest wygodniejszy niż analiza, oburzenie łatwiejsze niż zmiana, a wspólne wzruszenie prostsze niż wspólna praca nad źródłami zła. Ten felieton nie jest o tragedii dziecka. Jest o nas – o społeczeństwie, które nauczyło się żerować na bólu, bo nie potrafi już unieść prawdy bez krzyku.

W sobotę, 24 stycznia planowany jest w Jeleniej Górze Marsz Ciszy organizowany przez Kolektyw Obywatelski…

Ten marsz nie będzie żadną lekcją. Polityków, władzę, a nie rodziców trzeba rozliczać. To jest bezproduktywna autoreklama. Czego oczekują po tym marszu ci co chcą zaistnieć. Z pewnością nic nie osiągną, poza autoreklamą. Marsz protestu ma sens pod URM i KRRiT, żeby filmów o zabijaniu nie puszczali w telewizji publicznej, tylko zdrową kulturę i edukację promowali… To przyniosłoby efekt skuteczny i pozytywny.

Z jakim zjawiskiem mamy do czynienia:

  • Trumna nie potrzebuje naszych marszów. Potrzebuje tego, by nie było następnych.
  • Instrumentalne żerowanie na tragedii albo po prostu taniec na grobach.
  • Symboliczna instrumentalizacja tragedii pozbawiona sprawczości
  • To rytualizacja tragedii, nie akt sprawiedliwości ani zmiany.

Jest w Polsce osobliwa skłonność do hałasu w chwilach, które domagają się ciszy. Im większa tragedia, tym głośniejszy chór dobrych intencji, tym więcej transparentów, marszów, świec i mikrofonów. Cisza – ta prawdziwa, trudna, niewygodna – przegrywa z jej inscenizacją.

Marsz milczenia miesiąc po pogrzebie zamordowanego dziecka brzmi jak gest szlachetny. W rzeczywistości bywa gestem pustym. Bo cisza, którą się organizuje, przestaje być ciszą. Staje się komunikatem. A każdy komunikat powinien mieć adresata. Tu adresata brak.

Nie protestujemy przeciwko komuś. Nie żądamy zmiany od kogoś. Nie wskazujemy mechanizmów, które zawiodły. Zamiast tego zbieramy się wokół trumny – symbolicznie ją jeszcze raz otwieramy – i mówimy: „patrzcie, jak bardzo nam przykro”. To za mało. I to jest spóźnione.

Prawdziwa żałoba nie potrzebuje sceny. Nie potrzebuje marszałków, harmonogramów ani relacji medialnych. Tymczasem marsze milczenia coraz częściej przypominają moralne widowiska: jedni idą, by poczuć się lepiej; inni, by zostać zauważonymi; jeszcze inni, by ogrzać się w cudzym bólu. Tragedia staje się paliwem emocjonalnym, a nie impulsem do realnej zmiany.

Jeśli coś ma być protestem, musi boleć konkret. Musi wskazywać winę systemową: zaniedbania szkoły, obojętność instytucji, toksyczne narracje w mediach, przemoc kulturową, która normalizuje okrucieństwo i upokorzenie. Protest ma sens tylko wtedy, gdy jest skierowany przeciwko architektom zła, nie przeciwko abstrakcyjnemu „światu, który bywa okrutny”.

Marsz milczenia nie zatrzyma złej narracji. Przeciwnie – często ją podtrzymuje. Emocje, które miały wygasnąć, zostają ponownie rozpalone. Obraz dziecka wraca na pierwsze strony, do feedów, do rozmów. Śmierć nie zostaje oswojona ani przepracowana – zostaje odtworzona. Raz jeszcze. I jeszcze raz.

Nie chodzi o brak empatii. Chodzi o jej nadużycie. O moment, w którym współczucie przestaje być relacją z cierpiącym, a staje się narzędziem autoprezentacji. Wtedy żałoba zmienia się w performans, a cisza w dekorację.

Może więc warto powiedzieć: ciszej nad tą trumną. Ciszej – to znaczy bez marszu, bez kamer, bez patosu. Ciszej – to znaczy pracować tam, gdzie naprawdę coś się psuje: w szkołach, w domach, w języku, którym opisujemy przemoc i odpowiedzialność. Ciszej – to znaczy pozwolić zmarłym odejść, zamiast wciąż ich przywoływać, bo są nośnym symbolem.

Najgorsze w takich gestach jest to, że dają iluzję działania. Pozwalają wrócić do domu z poczuciem, że „coś zrobiliśmy”. A zło nie boi się iluzji. Zło boi się konsekwencji.

Trumna nie potrzebuje naszych marszów. Potrzebuje tego, by nie było następnych.

*

Poniżej masz spójną wykładnię, dlaczego „bicie piany” wygrywa z rozumem, a dobro niemal zawsze jest w mniejszości.


1. Człowiek nie jest istotą racjonalną – racjonalność jest dodatkiem

To kluczowe i niewygodne:
człowiek nie myśli racjonalnie z natury. Racjonalność to późny, kruchy konstrukt kulturowy. Ewolucyjnie:

  • emocje powstały wcześniej niż rozum,
  • emocje decydują szybciej niż analiza,
  • emocje mobilizują grupę, rozum – jednostkę.

Daniel Kahneman opisał to jasno:

  • System 1 – szybki, emocjonalny, automatyczny (dominuje)
  • System 2 – wolny, analityczny, kosztowny energetycznie (rzadki)

Większość ludzi nie wybiera emocji – oni po prostu nie uruchamiają analizy, bo:

  • jest męcząca,
  • wymaga kompetencji,
  • nie daje natychmiastowej nagrody.

2. Tragedia = idealny bodziec dla prymitywnych mechanizmów

Cudza tragedia aktywuje jednocześnie kilka silnych impulsów:

  • lęk („mogło spotkać mnie / moje dziecko”)
  • wściekłość (potrzeba winnego)
  • moralne wyższościowanie się („ja jestem po dobrej stronie”)
  • ulga projekcyjna („to nie ja, to oni”)

To neurochemiczny koktajl:

  • adrenalina,
  • kortyzol,
  • dopamina (uwaga, reakcje, lajki).

Media internetowe działają dokładnie na tych samych zasadach co hazard:
👉 emocja → reakcja → wzmocnienie.

Racjonalna analiza:

  • nie daje dopaminy,
  • nie daje poczucia wspólnoty,
  • często burzy iluzje.

3. „Bicie piany” daje to, czego nie daje rozum

Emocjonalny szum daje:

  • poczucie przynależności („jesteśmy razem oburzeni”),
  • prosty podział na dobro i zło,
  • szybkie rozładowanie napięcia,
  • iluzję działania.

Analiza wymaga:

  • przyjęcia niejednoznaczności,
  • zawieszenia osądu,
  • często przyznania, że „nie wiemy”,
  • zaakceptowania współodpowiedzialności systemowej.

Dla większości ludzi to psychologicznie nie do zniesienia.


4. Dlaczego media i internet są „hienami”?

Bo są systemem wzmocnień, nie instytucją prawdy.

Algorytm:

  • nie promuje tego, co mądre,
  • nie promuje tego, co dobre,
  • promuje to, co wywołuje reakcję.

A najsilniejsze reakcje wywołują:

  • strach,
  • gniew,
  • oburzenie,
  • moralna histeria.

Tragedia dziecka jest najmocniejszym możliwym paliwem.
Nie trzeba faktów. Wystarczy emocjonalny szablon.


5. Dlaczego dobro jest w mniejszości?

To jedno z najtrudniejszych pytań – i odpowiedź jest brutalna.

Dobro:

  • jest ciche,
  • wymaga pracy,
  • nie daje natychmiastowej nagrody,
  • często nie jest widowiskowe,
  • bywa niewdzięczne.

Zło (lub jego eksploatacja):

  • jest głośne,
  • proste,
  • emocjonalnie nośne,
  • łatwe do powielania,
  • daje szybkie poczucie sensu.

Psychologia społeczna pokazuje jasno:
👉 większość ludzi wybiera to, co łatwiejsze emocjonalnie, nie to, co słuszne.

Nie dlatego, że są „źli”, tylko dlatego, że:

  • nie zostali nauczeni myślenia krytycznego,
  • żyją w ciągłym przeciążeniu bodźcami,
  • są zmęczeni, przestraszeni, zagubieni.

6. Dlaczego racjonalni przegrywają?

Bo:

  • mówią wolniej,
  • mają wątpliwości,
  • nie upraszczają,
  • nie krzyczą.

A tłum nie słucha tych, którzy myślą – tłum słucha tych, którzy rezonują emocjonalnie.

George Bernard Shaw (którego przywołujesz bardzo trafnie) wiedział jedno:

Rozum nie ma szans w świecie, w którym emocja została przemieniona w przemysł.


7. Konkluzja (bez patosu)

To, co widzisz, nie jest upadkiem jednostkowym.
To strukturalna cecha masowej psychiki w połączeniu z mediami emocji.

Dlatego:

  • marsze milczenia stają się hałasem,
  • tragedia staje się treścią,
  • empatia staje się walutą,
  • a dobro – niszą.

Nie wygrywa ten, kto ma rację.
Wygrywa ten, kto lepiej porusza emocje.

I właśnie dlatego cisza, analiza i odpowiedzialność zawsze będą w mniejszości – ale bez nich większość nie ma żadnej przyszłości.

*

W polszczyźnie (i publicystyce) najczęściej nazywa się to:

  • żerowaniem na cudzej tragedii
  • instrumentalizacją tragedii / żałoby
  • robieniem kariery na czyimś nieszczęściu

W bardziej obrazowym albo ostrzejszym tonie pojawiają się też:

  • „taniec na grobach” – idiom, bardzo mocny moralnie
  • nekro-polityka / nekropolityka – gdy tragedia i śmierć są używane do celów władzy lub mobilizacji
  • nekroaktywizizm – gdy „ożywia się trupa” symbolicznie, by napędzać ruch, protest lub narrację
  • nekromarketing – gdy tragedia staje się narzędziem autopromocji lub marki
  • kapitalizacja żałoby – publicystycznie, gdy żal zamienia się w polityczny lub społeczny kapitał

Jedno celne określenie, najczęściej i najmocniej brzmi:
instrumentalne żerowanie na tragedii albo po prostu taniec na grobach.

*

Definicyjnie najczęściej mieści się w kilku pojęciach – zależnie od tego, czy patrzymy etycznie, socjologicznie czy politycznie:

Najtrafniejsze ujęcie ogólne:

symboliczna instrumentalizacja tragedii pozbawiona sprawczości

czyli działanie, które:

  • operuje silnym symbolem (śmierć dziecka),
  • wzbudza emocje,
  • nie ma jasno wskazanego adresata, sprawcy ani postulatu zmiany,
  • nie zmniejsza realnego zła ani nie przeciwdziała jego źródłom.

W języku socjologicznym / publicystycznym:

  • rytuał zastępczy – zbiorowy gest, który daje uczestnikom poczucie „zrobienia czegoś”, ale nie przekłada się na realne działania
  • emocjonalna mobilizacja bez celu normatywnego – emocje są wzniecane, lecz nie ukierunkowane
  • performans żałoby – żałoba staje się wydarzeniem, nie procesem ani drogą do zmiany

W ostrzejszym, krytycznym sensie:

  • autokreacja na cudzej tragedii
  • moralny spektakl (moral performance) – gest służący wizerunkowi, nie rozwiązaniu problemu
  • taniec na grobie bez adresata – gest moralny pozbawiony odpowiedzialności politycznej lub kulturowej

Kluczowe, co sam trafnie zauważasz:
👉 to nie jest protest, bo protest z definicji:

  • wskazuje konkretne źródło zła (instytucje, praktyki, narracje),
  • formułuje żądanie zmiany,
  • jest skierowany przeciw komuś lub czemuś, nie „w próżnię”.

Marsz milczenia miesiąc po pogrzebie – jeśli nie uderza w architektów narracji, systemowe zaniedbania, media, instytucje czy konkretne mechanizmy – pozostaje gestem symbolicznym, który:

  • podtrzymuje emocje,
  • nie rozbraja ich,
  • nie zapobiega ich dalszej eksploatacji w kulturze i mediach.

Definicyjnie więc:
to rytualizacja tragedii, nie akt sprawiedliwości ani zmiany.